solo quiero un poco mas

Wpisy

  • czwartek, 17 maja 2012
    • get free

      sposób w jaki pomalowane są moje paznokcie pozostawia wiele do życzenia. kawa jest odrobinę za gorzka. pogoda tylko ciutkę nienormalna. zegarek na ręce tyka bardzo głośno. tak naprawdę ciągle jeszcze śpię. wyglądam tylko zza tej kurtyny snu przez swoje oczy i zastanawiam się kiedy będzie dobry moment na wyjście z ukrycia. nie trzeba mi wiele.

      i za wiele nie mówię. ciężko przez sen.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zwierze_zatulone_w_strach
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 maja 2012 07:31
  • sobota, 12 maja 2012
    • Fishing in the sky

      Błyszczące drobinki z kremu wdarły się w obskubane palce. Łowię ryby na niebie. Zasłona szarości spogląda na mnie zza okna. Lepię udawane linie pomiędzy ludźmi, których kiedyś znałam. Obmyślam biznes plan na przyjaźń. Czytam o tym, że w 75% działanie środków psychoaktywnych opiera się na efekcie placebo. Bilet do miasta fabryk wydrukowany resztką tonera. Lakier z końcówek paznokci poszedł na spacer. W głowie lista rzeczy do zrobienia. Gęsia skórka i wilgotne włosy. Kurz na drukarce. Dzienniki Sylvi, seria o teksańskich wampirach.

      Śnią mi się koty. Pustka wypełniona milionem rzeczy.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zwierze_zatulone_w_strach
      Czas publikacji:
      sobota, 12 maja 2012 10:13
  • środa, 09 maja 2012
    • lawn mower

      Dźwiękiem w tle jest oczywiście hymn wiosny czyli kosiarka. W sumie lepiej, że pracuje o dwunastej niż jak czasami się to zdarza wcześnie rano. Nie żeby teraz mi to robiło większą różnice, bo mój sen przypomina jakiś wydłużony stosunek przerywany, ale jednak jest to jeden z dźwięków, obok dzieci kopiących piłkę, który wpływa czasami na poziom mojej irytacji lub momentami nawet furii. A mój cykl spania zaczyna mi też działać na nerwy. Budzenie się na kilka godzin przed alarmem, półsen i otwieranie oczu co dwadzieścia minut nie działa dobrze. Nie wiem co można zrobić aby uczynić sen głębszym. Poza piciem intensywnym i hydroksyzyną czego zresztą staram się unikać.

       

      A może to nie płytki sen tylko płytkie myśli są powodem mojego chronicznego niewyspania. W każdej dziedzinie mojego życia panuje swoisty chaos. Strasznie nie lubię tego uczucia, gdy nie nadążam za własnymi myślami i planami. W jednym momencie chcę zrobić porządek w szafie, tworzyć kolaż, robić raport do pracy, przeglądać ogłoszenia i opalać się. W wyobraźni już dobieram kolory do mojego małego pokoju i marzę o nowych meblach, które pomieszczą dorobek mojego nieomal trzydziestoletniego życia.

      Pomijając aspekt nieposiadania obok siebie kogoś do przytulenia, mieszkanie w domu ma inny minus – jest za wygodne. Rozbestwiam się, bo moje obowiązki się zmniejszyły, nie muszę martwić się o posiłki czy zakupy, nie wspominając o rachunkach. Naturalnie myślałam o tym żeby się dokładać do tego interesu ale jak znam życie, to rodzice nie będą chcieli ode mnie żadnych pieniędzy. Narodził się więc dziś w mojej głowie niecny plan umieszczenia w strategicznym miejscu przechowywania przez mamę gotówki dodatkowej gotówki. Tak aby niespostrzeżenie zrobiło się jej więcej. Wątpię aby to było zauważalne. Chyba to dobry plan. Aczkolwiek nie zawadzi zapytać mamy w jaki sposób mogę się dokładać. Jak to nie poskutkuje, wtedy przejdę do planu B.

      Paradoksalnie brakuje mi możliwości sprzątania łazienki i samego pomieszczenia, które standardem różni się znacznie od tego co jest tutaj. I nie chodzi nawet o to, że jest mała. PRLowskie płytki w kolorze przetrawionej zupy pomidorowej oraz wstrętna wanna popsuta przez próby renowacji przez padrita, bez możliwości wzięcia prysznica z powodu suszarki wiszącej przy suficie oraz braku uchwytu na słuchawkę sprawiają, że ablucje stają się mało komfortowym procesem.  Biorąc pod uwagę, że w stanach depresyjnych mycie staje się nagle wielkim problemem.

      Nie wiem czy to presja kulturowa sprawia, że czasami najzwyczajniej czuję się jakimś pasożytem albo niedostosowaną do życia jednostką, która mieszka z rodzicami. Mimo wszystko jednak własnego mieszkania raczej się nie doczekam, a umowa o pracę na razie nie jest w zasięgu mojego wzroku. Natomiast wynajmowanie mieszkania samej tylko dla zasady mija się z celem. Tkwię więc w znanym żółto niebieskim otoczeniu i klnę na siebie za wybrane dawnym dawno meble oraz obrzydliwe łóżko, które mama kupiła mi beze mnie. Zaczyna się liczyć każdy centymetr wolnego miejsca. Być może, gdy dojdzie do skutku planowany remont będzie lepiej.

      Nadchodzą wakacje, znaczna część mojego dochodu się zmniejszy na dwa miesiące, ilość wolnego czasu urośnie. Martwię się także przeprowadzką pana chłopca w której mam pomóc. Nie wiem nawet czy szuka pokoju, bo powiedział, że mu się nie chce przeprowadzać. Strasznie brakuje mi kotów. Okazjonalnie gdy pojawiam się na starych śmieciach zwykle w którymś momencie wybucham płaczem i w sumie nie wiem jaki jest tego powód. Czy tęsknota za osobą, miejscem, zwierzakami, za wszystkim czy po prostu niestabilność emocjonalna. Albo jedno i drugie.

      Budzę się z myślami o niechęci do czynności, które w ciągu dnia mnie czekają, ale staram się jakoś ogarnąć, nastawiać pozytywnie jak to wyczytałam ostatnio w wielu książkach. Mój czytnik uległ awarii i będzie out of order aż do czerwca z pewnością. Tymczasem wzięłam sprzęt taty, który męczy oczy z racji typu wyświetlacza i ma słabą baterię. Jednak lepsze to niż nic. Powinnam była zainwestować w kindle’a a nie drogiego prestigio, który podobno generalnie jest słaby. W sumie to jedyne miejsce gdzie mogę się schować – świat przedstawiony. Pomiędzy bohaterami znanej serii, wyświetlając obrazy postaci z serialu. Ramy czasowe zapewniają mi również programy telewizyjne. Punkty na osi, które dają poczucie, że jest na co czekać. Jakie to żałosne.

      Cóż. Iść do przodu trzeba. To, co po drodze nada smak.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „lawn mower”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zwierze_zatulone_w_strach
      Czas publikacji:
      środa, 09 maja 2012 12:27
  • piątek, 04 maja 2012
    • tristeza

      Na początku był smutek. Smutek, który nie miał żadnego powodu. Spomiędzy niego wyzierała pustka, próbująca uchwycić moje spojrzenie. Rzucała łzami. Rozmazywała kredkę do oczu. Rozcinała skórę. Poślubiła ból dający iluzję czucia czegoś więcej, odwracania uwagi od rozpaczy. Wszystko działo się w kompletnej ciszy i ciemności. W mojej głowie. Pod powiekami. W środku.

       

      Na powierzchni królowała fasada blokująca dostęp do prawdy. Długie rękawy i wstrzymywany płacz. Udawane życie przetykane dymem z papierosa i promilami owocowego piwa. Pozorowanie normalności.

      Któregoś dnia smutek zaczął blaknąć. Światło powoli zyskiwało na blasku. Chemia stabilizująca procesy mózgu przestała być potrzebna. Pojawił się nawet uśmiech. Energia. Chęć. Po wprost nieproporcjonalnym do smutku czasie pojawił się niepokój. Po cichu, na palcach przysiadł na ramieniu i szeptał swoje zaklęcia w niewiadomym języku. Zasiał swoje ziarna. Moją skórę porósł lęk. Zapuścił korzenie głęboko, głęboko. Zaczęłam się robić na niego za mała. Pękłam. Panika pompowała krew budząc nad ranem i zabierając oddech. Podsuwała myśli zabronione przez konstytucję. Paraliżowała. Zjadła kilka kilogramów mojego ciała. Obgryzła skórki, podrapała głowę i twarz. Zmętniła spojrzenie. Chemia stabilizująca procesy mózgu zaczęła znów być potrzebna.

      Wybuchami płaczu chciałam wypędzić zakradający się smutek. Krążący bezustannie w mojej krwi. Wdychany z zatrutym powietrzem wiecznych oczekiwań i rozczarowań.  Z nostalgią i wspomnieniami. I z dobrem. Futrem kota, ciepłym uściskiem, miłymi słowami. Wcisnął się w oczy i przy dogodnej okazji wyciska ze mnie słony płyn. Zmienia myśli.

      Czuję się brzydka, niemodna, samotna.

      Topię się w słońcu. Smutek wraca. On ciągle wraca. 

       

      Bo to ja nim jestem.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „tristeza”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zwierze_zatulone_w_strach
      Czas publikacji:
      piątek, 04 maja 2012 23:39
  • czwartek, 03 maja 2012
    • ot tak

      po ciepłych i słonecznych dniach, spędzonych głównie w plenerze działkowym dzisiaj napadł mnie jakiś smutek. wracając patrzyłam na księżyc i mówiłam sobie, że to jego wina. zawsze dziwnie się zachowuje, gdy mnie obserwuje z szeroko otwartym okiem. nawet zza mgły.

      skóra pachnie słońcem. nogi szczypią od. plecy spalone do linii stanika. jutro na siódmą 'do pracy'. jedne zajęcia, półtorej godziny. potem poszukiwania prezentów na okazje różne.

      to nie mój świat.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zwierze_zatulone_w_strach
      Czas publikacji:
      czwartek, 03 maja 2012 21:28
  • sobota, 28 kwietnia 2012
    • letni dzień w środku wiosny

      nie wiem, czuję się jakbym była gówniarą i trwały wakacje. sobota, słońce wkradające się z ciepłem przez okno, kot brata zaglądający przez szparę w drzwiach. zapach powietrza i skóry. dziwne uczucie niepokoju. 

      kiepsko finansowo zakończony kwiecień, o jedno zlecenie mniej, maturzysta też już podziękował za współpracę. ale akurat to jest bardziej zrozumiałe. matura za pasem. nie wróżę mu jednak powodzenia. możliwe jest nawet, że się spotkamy ponownie, chociaż wątpię żeby tego chciał.

      zostaje oglądanie obrazków, filmów, czytanie książki, śledzenie tego co w tefau i odwiedzanie starego gniazda. ciężko nie mieć przyjaciół. ale to moja wina, cóż poradzić.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zwierze_zatulone_w_strach
      Czas publikacji:
      sobota, 28 kwietnia 2012 10:13
  • sobota, 21 kwietnia 2012
  • czwartek, 19 kwietnia 2012
    • odmienne stany nienormalności

      miejsca do mnie mówią przeszłością. jakby się coś stało, jakbym była kimś innym. dni są szare i stają się zwyczajnie smutne. jeszcze trochę zostało do przeniesienia. brakuje mi kotów. tamtego miejsca, codzienności do której się przyzwyczaiłam. mam wrażenie jakby to był jakiś dziwny teatr z nieznajomą mi zupełnie obsadą. coś gniecie w klatce piersiowej. poziom nastroju skacze jak konająca piłeczka z kauczuku.

      brakuje kogoś. koleżanki do której by można zadzwonić i pogadać. pójść na spacer czy na herbate. świat się skurczył do rozmiarów mojego pokoju. zmęczenie drapie mi ciało. może to ta wiosna przynosi nostalgię. może za dużo po prostu wszystkiego. mnie coraz mniej. kwitnące magnolie i jabłonie, pokrzywione ciężarem samochodów chodniki, zwisające smętnie niebo, smutni ludzie w tramwajach i pociągach. 

      gdzieś tętni życie. ale nie mogę znaleźć tego miejsca. zgubiłam klucze.

       

      rudy kot na ganku. białe gołębie przy drodze. ucisk w klatce piersiowej. 

      nie słyszę siebie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zwierze_zatulone_w_strach
      Czas publikacji:
      czwartek, 19 kwietnia 2012 15:07
  • poniedziałek, 16 kwietnia 2012
    • no se

      nie mam zielonego pojęcia, ani co robię ani co robić, ani czy robię dobrze nawet. strach dalej uskutecznia swoje paraliże a ja wprowadzam w swoje życie rewolucje i nie jestem pewna czy tego w ogóle chcę. moje ciało robi się mniejsze. moje oczy coraz bardziej zapadają się w sobie, spogląda z nich na mnie mała, przerażona do głębi dziewczynka. taka co w desperacji nawet chce zapalić. jakieś forum się nad moją sprawą zebrało i dało sugestię by ewakuować się z obecnego miejsca wynajmowania. o czym zresztą niejednokrotnie myślałam. a teraz goni czas, bo umowa kończy się 20 maja. i jestem odpowiedzialna. za niego, za współlokatorkę. czuję się winna, że stawiam ich w takiej sytuacji i jednocześnie nie mam całkowitej pewności, że postępuję dobrze. że tego ja chcę. bo na samą myśl atakuje panika. tak jak dziś rano, po ładnej przerwie. nie puszczało mnie do popołudnia. mało brakowało a zaczęłabym krzyczeć na ulicy. całe szczęście jest rodzina. poza tym póki co tylko się wyprowadzam. z tak rozdzierającym bólem, że dziwię się, że jestem jeszcze w całości. i brakuje mi wszystkich dalekich przyjaciół, co by mnie zalali falą lub tylko zdaniem ciepłych słów. zasypiam na krawędzi. usiłuję żyć.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „no se”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      zwierze_zatulone_w_strach
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 16 kwietnia 2012 21:20